Bajka o pewnym Miasteczku
: 07 lis 2024, 22:28
Swego czasu było sobie niewielkie Miasteczko. Obowiązywała w nim wyjątkowa zasada, obowiązywał w nim bowiem całkowity zakaz rozmów, zaś wszystkie interakcje między mieszkańcami odbywały się przy użyciu miejskich tablic. Każdy mógł sobie taką tablicę ustawić, każdy mógł też sobie taką tablicę usunąć. Istniały sklepy z tablicami czy archiwa tablic.
Gdy ktoś chciał przekazać jakąś informację innym mieszkańcom, niezależnie od jej treści czy stopnia ważności, musiał napisać ją na kartce i przyczepić do tablicy. Zasady te uznawano za nienaruszalne, a każdy, kto próbował się im sprzeciwić, był wyrzucany z Miasteczka.
Pewnego dnia do Miasteczka przybyła grupa ludzi z zewnątrz, która pragnęła się osiedlić w Miasteczku. Chcieli oni rozmawiać między sobą bez konieczności używania tablic. Lecz mieszkańcy Miasteczka postawili sprawę jasno - przybysze podporządkują się miejskim zasadom, albo mogą się wynosić. Nowi niechętnie postawili więc własną tablicę, nie umieli się jednak przekonać do korzystania z niej. Wrócili więc do rozmów, ponieważ nie chcieli jednak zostać wyrzuceni z Miasteczka, czynili to po cichu, gdzieś na obrzeżach. W końcu wszyscy przybysze opuścili Miasteczko i w pobliżu założyli własne Nowe Miasteczko, inspirowane tym pierwszym, lecz bez przepisów dotyczących tablic. A w Miasteczku wszyscy żyli dalej w zgodzie ze swymi zasadami.
Powoli jednak Miasteczko zaczęło się wyludniać. Ludzie mieli dość pisania na tablicach. Widząc jednak, że nie dadzą rady zmienić panującego w Miasteczku porządku opuszczali je - jedni przenosili się do Nowego Miasteczka, inni zaś odchodzili w dal i już nigdy nie wracali.
Gdy władze Miasteczka dostrzegły, że zamieszkuje je coraz mniej ludzi, a coraz więcej tablic stoi nieużywanych, spanikowały. Postanowiły wówczas ogłosić, że ze wszystkich tablic zostaną zdjęte wszystkie wiadomości - przez lata bowiem przyczepiono ich ogromną ilość. Wszyscy mieli też zapomnieć o swoim dotychczasowym stosunku do innych mieszkańców Miasteczka i zacząć żyć kompletnie od nowa.
Po przeprowadzeniu tej wielkiej reformy przez pewien czas rzeczywiście życie wróciło do Miasteczka. Ludzie znowu chętnie pisali na tablicach, kreując od nowa swoje życie w Miasteczku. Jednak wielu szybko znudziło się nowe Miasteczko. Zatęsknili za starym, tym co przepadło, i opuścili Miasteczko. W efekcie po wielkiej zmianie w Miasteczku zostało jeszcze mniej mieszkańców niż wcześniej. Nowi zaś nie przychodzili, zniechęcała ich bowiem miasteczkowa zasada pisania na tablicach.
Pewnego dnia znalazła się spora grupa ludzi, którym spodobało się Miasteczko, jednak nie jego zasady. Tak jak dawni przybysze i oni chcieli rozmawiać między sobą zamiast pisać swoje myśli na tablicach. Postanowili zatem zebrać się, wejść do Miasteczka i zmusić jego mieszkańców do uznania ich prawa do rozmowy. Mieszkańcy Miasteczka początkowo próbowali się sprzeciwiać, jednak nie mieli wyboru - gdyby nie zaakceptowali nowych przybyszów i ich zwyczajów, Miasteczku groził upadek. Początkowo starzy mieszkańcy gardzili nowymi ze względu na ich odrzucenie tradycji. Nowi gardzili zaś starymi z dokładnie odwrotnego powodu, ze względu na zbyt duże przywiązanie do tradycji. W końcu jednak obie grupy nauczyły się działać razem dla dobra Miasteczka.
A gdy inni ludzie zobaczyli, że zwyczaje w Miasteczku zmieniły się, zaczęli do niego chętniej napływać. Jedni dołączali do tablicowych, inni do rozmówców, jeszcze inni działali w obu tych społecznościach.
A Miasteczko kwitło i rozwijało się jak nigdy wcześniej.
Gdy ktoś chciał przekazać jakąś informację innym mieszkańcom, niezależnie od jej treści czy stopnia ważności, musiał napisać ją na kartce i przyczepić do tablicy. Zasady te uznawano za nienaruszalne, a każdy, kto próbował się im sprzeciwić, był wyrzucany z Miasteczka.
Pewnego dnia do Miasteczka przybyła grupa ludzi z zewnątrz, która pragnęła się osiedlić w Miasteczku. Chcieli oni rozmawiać między sobą bez konieczności używania tablic. Lecz mieszkańcy Miasteczka postawili sprawę jasno - przybysze podporządkują się miejskim zasadom, albo mogą się wynosić. Nowi niechętnie postawili więc własną tablicę, nie umieli się jednak przekonać do korzystania z niej. Wrócili więc do rozmów, ponieważ nie chcieli jednak zostać wyrzuceni z Miasteczka, czynili to po cichu, gdzieś na obrzeżach. W końcu wszyscy przybysze opuścili Miasteczko i w pobliżu założyli własne Nowe Miasteczko, inspirowane tym pierwszym, lecz bez przepisów dotyczących tablic. A w Miasteczku wszyscy żyli dalej w zgodzie ze swymi zasadami.
Powoli jednak Miasteczko zaczęło się wyludniać. Ludzie mieli dość pisania na tablicach. Widząc jednak, że nie dadzą rady zmienić panującego w Miasteczku porządku opuszczali je - jedni przenosili się do Nowego Miasteczka, inni zaś odchodzili w dal i już nigdy nie wracali.
Gdy władze Miasteczka dostrzegły, że zamieszkuje je coraz mniej ludzi, a coraz więcej tablic stoi nieużywanych, spanikowały. Postanowiły wówczas ogłosić, że ze wszystkich tablic zostaną zdjęte wszystkie wiadomości - przez lata bowiem przyczepiono ich ogromną ilość. Wszyscy mieli też zapomnieć o swoim dotychczasowym stosunku do innych mieszkańców Miasteczka i zacząć żyć kompletnie od nowa.
Po przeprowadzeniu tej wielkiej reformy przez pewien czas rzeczywiście życie wróciło do Miasteczka. Ludzie znowu chętnie pisali na tablicach, kreując od nowa swoje życie w Miasteczku. Jednak wielu szybko znudziło się nowe Miasteczko. Zatęsknili za starym, tym co przepadło, i opuścili Miasteczko. W efekcie po wielkiej zmianie w Miasteczku zostało jeszcze mniej mieszkańców niż wcześniej. Nowi zaś nie przychodzili, zniechęcała ich bowiem miasteczkowa zasada pisania na tablicach.
Pewnego dnia znalazła się spora grupa ludzi, którym spodobało się Miasteczko, jednak nie jego zasady. Tak jak dawni przybysze i oni chcieli rozmawiać między sobą zamiast pisać swoje myśli na tablicach. Postanowili zatem zebrać się, wejść do Miasteczka i zmusić jego mieszkańców do uznania ich prawa do rozmowy. Mieszkańcy Miasteczka początkowo próbowali się sprzeciwiać, jednak nie mieli wyboru - gdyby nie zaakceptowali nowych przybyszów i ich zwyczajów, Miasteczku groził upadek. Początkowo starzy mieszkańcy gardzili nowymi ze względu na ich odrzucenie tradycji. Nowi gardzili zaś starymi z dokładnie odwrotnego powodu, ze względu na zbyt duże przywiązanie do tradycji. W końcu jednak obie grupy nauczyły się działać razem dla dobra Miasteczka.
A gdy inni ludzie zobaczyli, że zwyczaje w Miasteczku zmieniły się, zaczęli do niego chętniej napływać. Jedni dołączali do tablicowych, inni do rozmówców, jeszcze inni działali w obu tych społecznościach.
A Miasteczko kwitło i rozwijało się jak nigdy wcześniej.
