Przez otwarte drzwi balkonowe do położonego u góry salonu wpadł lekki letni wiaterek. Ciepłe powietrze zmieszane z ciągnącym znad pobliskiej wody zimnym akcentem sprawiło, że siedząca w środku Anastasia musiała w pewnym momencie sięgnąć po koc w windsacheńską kratę by móc dalej oglądać rozciągająca się przed panoramę. Werdenhoffski tylni ogród kończył się zaraz przy początku wielkiego, starego lasu, którego ciemne korony drzew dawały cień lokalnej faunie. Od dzikich zwierząt jak jelenie, wilki czy łosie po rośliny, które nie urosłyby nigdzie indziej jak na polanach wewnątrz niego. Choć nie tylko im ta puszcza dawała schronienie. Żyły w niej i istoty, które niekiedy były inspiracją lub głównymi motywami książek, które można znaleźć w bibliotekach na półkach z etykietką "fantastyka". Choć wiele z opowiadań, które na niej wylądowały na pewno zasługują na takie miano, niektóre pozycje powinny zmienić swoje położenie na bardziej... normalne. Obyczajowe, kryminały, może nawet i dokument. Miejsca takie jak Werdenhoff rozsiane po Pollinie często skrywają tajemnice, które tylko czekają na ich odkrycie lub ponowne poznanie. Ich mieszkańcy mogliby chętnie lub w niektórych przypadkach trochę mniej przyznać, że dzieła pewnych autorów wcale nie mijają się z prawdą czy nie koloryzują historii bądź stworzeń w nich przedstawionych. Są wszakże rzeczy, które nie śniły się naszym filozofom. I siedząc tak w tym skierowanym ku puszczy salonie Anastasia często wyglądała przez okno szukając wzrokiem tego "czegoś" lub wyobrażając sobie to "coś".

Na drewnianym stoliczku pomiędzy dwoma fotelami stał czarny kufel, z którego unosiła się mała strużka pary, a także woń mocnej herbaty. Obok niego zamiast zwykle asystujących mu drutów i włóczki czy książki leżał smukły ciemny tablet. Na jego podzielonym w pół wyświetlaczu z jednej strony widniała strona z wiadomościami, a z drugiej gabinetowy komunikator, który mieścił w sobie wszystkie informacje na temat terminarzy członków rodziny, ich wizyt, obowiązków czy ważnych konwersacji. Dzisiaj w centrum uwagi była książęca wizyta we Friedensberg - sarmackim lennie Krzysztof Windsor. Anastasia z uwagą śledziła wszystkie nowinki napływające z Hasselandu. Wszakże nie zawsze głowa państwa odwiedza voxlandzkiego dziedzica tronu w prywatnej rezydencji. Media nie za głośno relacjonowały całą wizytę, ale dworscy urzędnicy na miejscu, którzy nad wszystkim czuwali stale informowali. Siedząc tak i wpatrując się w korony drzew oraz czując na twarzy lekkie pocałunki wiatru kobieta rozmyślała nad zostawionym tyle kilometrów za sobą lennem ze wspaniałym zamkiem i jego okolicami, które również miały swoje tajemnice. Później przeniosła myśli w stronę Brzozopól, których od tak dawna nie odwiedziła. Co prawda miała stały dopływ informacji na temat lokalnych wydarzeń, ale to wciąż nie to samo. Zrzuciła konwersację i rozmowy z ekranu by spojrzeć na kalendarz. Ze względu na stan zdrowia, który chwilowo i tak się poprawił, jej terminarz był pusty. 30 lipca planowane były obchody z okazji niepodległości i wstąpienia na tron, na których jeżeli zdrowie pozwoli to się pojawi u boku męża, ale następne dni były wolne. Wtedy też miałby powoli dobiegać końca jej rehabilitacyjny pobyt w Werdenhoff. Mogłaby udać się u początku sierpnia na krótki pobyt w Brzozopolach, przy okazji osobiście załatwić kilka spraw w Nowym Brzegu by następnie wrócić do Voxlandu. Realioza dała mocno w kość również i jemu, co poskutkowało odwołaniem królewskiego objazdu Królestwa, ale być może przed wrześniem udałoby się go ponownie zorganizować. Z tymi myślami Anastasia ponownie zanurzyła wzrok w rozciągającej się przed panoramie.
